środa, 18 września 2013

Redaktora szlag trafił.

Każdy, kto mnie zna, wie, że gazet nie czytam, bo na sam widok gazety, bez czytania, cofam się w rozwoju intelektualnym, do odległych galaktyk układów pozasłonecznych, z prędkością tysiąca lat świetlnych na sekundę. No bo jak tu się nie cofać, kiedy panienka, która mogłaby być moją córką, robi mi w gazecie wykład o skarbach duchowych człowieka, a z poziomu jej wypowiedzi wynika, że największy skarb jaki sama posiada, to ten między nogami.
Albo miss skrobanki, w wieku znacznie pobalzakowskim, opowiada mi na łamach, o szczęściu małżeńskim, którego doznała z całą mocą, dopiero po tym, jak się dwa razy wyskrobała, bo wcześniej czuła się w małżeństwie przedmiotowo.
Albo młodzian, który, mówi, że będąc lewicowcem, też można chcieć dobra swojej ojczyzny, cha, cha, cha...
Albo stary piernik z kornikami w mózgu, mówi na łamach, że drugą wojnę światową nie wywołali Niemcy, tylko jacyś hitlerowcy, cha, cha, cha...
Albo blond botoks, twierdzi, że najpiękniejsza jest uroda naturalna, bo jest naturalna.
Tak więc, gazet nie czytam, a wczoraj żona kupiła mi gazetę. "Motormania" gazeta się nazywa. Spojrzałem, na okładce motocykl z przednim kołem na wysokości twarzoczaszki dorosłego mężczyzny. Serce żywiej mi zabiło, wygląda dobrze. Znaczy się, gazeta dla motocyklistów.
Czytam wstępniaka naczelnego. Najpierw fajne preludium o takiej jednej, grubej blondynie, co jej restauracja bankrutuje, a ona w telewizorze uczy innych jak robić biznes na restauracji.
Ale później naczelny zaczyna pisać o jeździe motocyklem i tutaj robi nas już w konia, co mi się bardzo nie spodobało.
Pisze mianowicie, i zżyma się na motocyklistów, że stoją w korkach razem z samochodami, a nie wciskają się między samochody. Oczywiście, nie wszyscy. Tylko takie niedojdy motocyklowe. I pyta się po co ci motocykl, skoro nie wykorzystujesz jego przewagi w ruchu nad samochodami? I pewnie motocyklowe dupolizy przyznają naczelnemu rację. A ja powiem, że naczelny nie ma racji. I uważam jego artykuł za wysoce szkodliwy i głupi. Od razu wyjaśnię, że sam mam w tej materii zasadę następującą. Jeśli jest korek na dłużej niż jedną zmianę świateł czekania, to wjeżdżam między samochody i staję na początku. Jeśli jest na jedna zmianę świateł, ustawiam się za samochodami, spokojnie czekam i ruszam ze wszystkimi.
Otóż artykuł naczelnego uważam za szkodliwy i głupi z co najmniej dwóch powodów.
Pierwszy jest taki, że jazda między kolumnami samochodów balansuje na granicy prawa. Piszę "na granicy prawa", bo formalnie zakazu poruszania się między samochodami nie ma, ale taka jazda praktycznie zawsze jest związana ze złamaniem innych przepisów KD, np. zakazem zajmowania w czasie jazdy więcej niż jednego pasa ruchu, albo zachowania bezpiecznej odległości od innego pojazdu. I żeby dostać mandat, wcale nie musisz zarysować komuś kataryny. Wystarczy "dobra chęć" policjanta, który to zobaczy. A jeśli uszkodzisz komuś samochód, nie masz szansy z tego wyjść. A jeśli ktoś uszkodzi tobie motocykl, to możesz zapomnieć o tym, że ubezpieczalnia wypłaci ci odszkodowanie, nawet jeśli jesteś poszkodowanym, a nie sprawcą.
Ale nie to najbardziej poruszyło mi "nerw główny", jak mawia moja koleżanka Ulka, neurolog.
Najbardziej podjeżyło mnie to, że kolega naczelny kwestionuje elementarne prawo do wolności wyboru motocyklistów, jak chcą jeździć (Janusz Krowin Mikke mówi, że "wolność" jest od czegoś, a nie do czegoś, ale po tym, jak przeczytałem, że Janusz Korwin Mikke twierdzi, że Żydówki są bardzo ładne, przestałem się najzupełniej przejmować tym, co Janusz Korwin Mikke ma do powiedzenia w ogóle, w jakimkolwiek temacie)
Otóż, kolego naczelny, chciałbym koledze przypomnieć, że Polska to wolny kraj, i jeśli ktoś ma ochotę stać motocyklem w korku długości 10 km, to może stać. Ma też prawo wystroić się przy temperaturze 30 st.C w skórzany, czarny kombinezon i na rozgrzewkę wstąpić do przydrożnej knajpy na gorący rosół.
Kolega naczelny, wzorem innych gównianych mediów, narzucających nam wzorce politycznej poprawności, najwyraźniej chce w ten sam sposób wychowywać motocyklistów, często ludzi starszych od siebie wiekiem, i często z większymi przebiegami niż kolega naczelny.
Wolność jest największym atrybutem motocyklizmu, a Tołstoj w epilogu do "Wojny i pokoju", napisał, że bez wolności nie ma człowieka. Większość z nas, właśnie dopiero na motocyklu zapomina, o wszystkich ograniczeniach, które nakłada na nas współczesny świat. Dopiero na motocyklu dostajemy skrzydeł i wzbijamy się do lotu.
Owszem, niektórzy z motocyklistów rezygnują z tej wolności i zapisują się do różnych klubów motocyklowych, godząc się na rygory rządzące klubem, na przestrzeganie regulaminów i na czapkowanie jakimś tam prezesom, prezydentom, komandorom, którzy często przez całe życie nie robią takiego przebiegu, jak inni motocykliści w jeden sezon. Ale to jest ich dobrowolny wybór. Lubią jeździć pod batem, to mają, to co lubią. Sam to przerabiałem, dziękuję bardzo, nigdy więcej.
Tak więc, kolego naczelny, bardzo ładna gazeta, tylko czy mógłby kolega mniej w niej pisać? A najlepiej w ogóle nie pisać, tylko pozwolić na to, tym, którzy mają coś sensownego do powiedzenia.
Bo wychowawczą rolę prasy przerabialiśmy już za PRL-u.


2 komentarze:

  1. Zajebisty tekst i podejście w ogóle do życia i otaczającego nas świata.
    Lubię Twój blog i cenię jasne, proste artykułowanie swojego zdania.
    Pozdrawiam
    Paweł

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za komentarz. Myślę, że w dzisiejszych czasach bełkotu, półprawd, niedomówień, relatywizmów, prosty język jest najskuteczniejszy i najbardziej komunikatywny. Staram się nie udziwniać ani w formie, ani w treści tego co piszę, żebym sam mógł po jakimś czasie zrozumieć, o co mi w ogóle chodziło :-)))

    OdpowiedzUsuń