poniedziałek, 11 listopada 2013

Bilet na Księżyc

Sezon chyba się już zakończył, chociaż pogoda ma to do siebie, że nigdy nic nie wiadomo. Jedyny, niezmienny element w pogodzie, to nieskazitelna uroda prezenterek programów meteo. Poza tym panta rhei..
A wiadomo, że jak jeździć się nie da to chodzi się do kina...czasami. Czasami, bo większość wyświetlanych od wielu lat filmów, zwłaszcza amerykańskich, prezentuje poziom, stosowny po poziomu intelektualnego, rezydentów dolnego Bronx'u.
Na szczęście, są jeszcze niektóre filmy polskie. Niektóre, bo większość polskiej produkcji filmowej, od wielu lat prezentuje poziom, który nie kwalifikuje jej do pokazania nawet rezydentom dolnego Bronx'u.
Jednym z tych niektórych jest "Bilet na Księżyc" Jacka Bromskiego. Bromski, w przeciwieństwie do wielu swoich kolegów, którzy uważają się za reżyserów, ma na swoim koncie filmy dobre i złe, co stawia go w elicie tego zawodu, bo wspomniani wcześniej koledzy mają na koncie tylko filmy złe.
Najnowszy film Bromskiego ma tytuł:"Bilet na Księżyc". Bromski zrobił z tego filmu coś genialnego. Zrobił komedię, która wywołuje śmiech i dreszcz jednocześnie. Akcja filmu dzieje się w 1969 roku, a więc w pełni rozkwitu syfu PRL-u. Bohaterem jest młody chłopak, Adam z podkarpackiej wsi, który jest pasjonatem lotnictwa. Dostaje powołanie do wojska do...marynarki wojennej z bazą w Świnoujściu. Film opowiada o przygodach Adama i jego brata w drodze do jednostki. A wszystko utrzymane w siermiężnym klimacie tamtych lat. Jest w tym filmie wszystko. Od zidiociałych w wojsku trepów z komisji poborowej, poprzez bandytów z MO, do nieszczęśliwych prostytutek, którym nie ułożyło się w życiu :-))) A wszystko okraszone super dialogami z mięchem w roli głównej, młodzieńczą beztroską i radością życia, wspaniałą muzyką, hitami z tamtej epoki...Wspaniała gra aktorska, właściwie wszystkich z wyjątkiem Przybylskiej, cudownie zagrana rola Krzysztofa Stroińskiego, wariactwo w grze Mateusza Kościukiewicza, słodki urok nieśmiałej prowincji w grze Filipa Pławiaka, kamera Michała Englerta...To wszystko razem tworzy film, który nie sposób zapomnieć.
No i ta nieszczęsna Przybylska. Pytam się:"Dlaczego?" Wątek Haliny-Roksany, to ważny i potrzebny wątek w tym filmie. Ale dlaczego gra to Przybylska??? W Polsce jest dużo młodych, pięknych aktorek z wyższym wykształceniem aktorskim. Na litość Boską, dlaczego Przybylska ???!!! Jej aktorstwo to nawet nie jest amatorszczyzna, to po prostu...nic nie jest. Panie Bromski, ja wiem, że w filmie czasem potrzebna jest golizna. I tutaj też była potrzebna. Ale do golizny bierze się kogoś ładnego i młodego, a Pan...
Idźcie na "Bilet na Księżyc". Myślę, że reżyser nie miał ambicji zrobić żadnego rozrachunku, ale myślę też, że na szczęście, mu się to nie udało. Zrobił rozrachunek chciał, czy nie chciał. Rozrachunek fantastyczny. Bez złości, mściwości i opluwania. Tym bardziej mocny i głośny. W polskim kinie takiego rozrachunku jeszcze nie było, i przypuszczam, że nieprędko będzie kolejny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz