piątek, 21 marca 2014

Czyżby coś drgnęło ?

Czyżby coś drgnęło ? W czym? W zakłamaniu, obłudzie, prostactwie, prymitywizmie, grandzie, chucpie, przewalance i dezinformacji w sprawie ukraińskiej. Do tej pory, zbrojny zamach stanu na Ukrainie, przedstawiany był jako zwycięstwo dobra nad złem, szlachetności nad nikczemnością i kultury nad jej brakiem.
Cała ta granda wspierana była bełkotem polskich, europejskich i amerykańskich parapolityków, jazgotem resortowych dzieci i wszelkiej maści pożytecznych idiotów. Że nie tylko dla pieniędzy, to nie ulega wątpliwości. Wszystkich szczegółów jeszcze nie znamy, ale myślę, że tak jak w przypadku pomarańczowej rewolucji, kiedyś je poznamy.
Parapolitycy, resortowe dzieci i wszelkiej maści pożyteczni idioci, jak jeden mąż pyskowali za zamachem stanu i poza niszowymi portalami internetowymi, trudno było znaleźć słowo rzetelnego i uczciwego komentarza do burd na majdanie.
Ale wydaje się, że w monolicie głupoty parapolityków, resortowych dzieci i pożytecznych idiotów, zaczyna coś pękać.
Coraz częściej pojawiają się głosy, że z tą rewolucją na majdanie, to coś nie za bardzo ten teges..I to w zasadzie z dwóch powodów.
Pierwszy jest taki, że zrobić burdel było łatwo, natomiast teraz, nie za bardzo wiadomo, co z tym burdlem zrobić. Za Janukowycza było jak było. Kradł, kto mógł, włącznie z milicją, która miała łapać złodziei, ale państwo trzymało się kupy, nikt nie mówił o bankructwie systemu ekonomicznego, a umizgi Janukowycza do Rosji, dawały cień nadziei, przynajmniej na to, że nie będzie gorzej. Po zwycięstwie majdanu...jak jest, każdy widzi. Ukraina jest po prostu bankrutem, który kwalifikuje się tylko do tego, żeby zlicytował ją komornik, włącznie z jej obszarem terytorialnym.
Drugi powód to taki, że dotychczas parapolitycy, resortowe dzieci i pożyteczni idioci, jak jeden mąż udawali, że gówno pachnie fiołkami i, że w nowych strukturach politycznych Ukrainy są tylko nieskazitelni i szlachetni. Tymczasem, coraz częściej media podają, że jest tam banderowskie, faszystowskie i antysemickie ścierwo. Smaczku sprawie, dodaje fakt, że bardzo często, są to nie komentarze prasowe, ale wypowiedzi wpływowych polityków, np. Gunter Verheugen, który wprost ostrzega świat przed współpracą z władzami Ukrainy. A np. Henry Kissinger, bez ogródek wypowiada się, że Krym jest rosyjski, a Putin miał pełne prawo do aneksji. Dokładnie takie samo zdanie ma Michaił Gorbaczow, który rozmontował Z.S.R.R.
Albo np. jeden z najbardziej wziętych pisarzy rosyjskich Siergiej Łukjanienko, mówi, że „Nie ma takiego kraju jak Ukraina i nigdy nie powinno być”. I zabrania tłumaczyć swoje książki na język ukraiński.
I, o ile wypowiedzi tego typu w ustach elit rosyjskich można uznać za patriotyczne, o tyle w ustach polityków europejskich lub amerykańskich należy uznać za symptomatyczne. Wg mnie jest to symptom choroby pt. „ukraińska schizofrenia”. Dlaczego schizofrenia ? Bo z jednej strony niby dobrze, że Ukraina zrzuciła jarzmo ciemiężcy i okrutnika Janukowycza, a z drugiej strony..co z tym bajzlem teraz robić? Pompować w to coś unijne pieniądze ? Wiadomo, że ile nie wpompować, to ukradną i za jakiś czas będzie kolejna rewolucja.
Bo z jednej strony to dobrze, że Ukraina ma nowy rząd, tylko dlaczego tam jest banderowskie, faszystowskie i antysemickie ścierwo i jak się wobec tego czegoś zachować ?
Kiedy Joerg Heider, wprowadził członków swojej partii FPO, do rządu kanclerza Schussela, unia nałożyła na Austrię sankcje. Dlaczego nie nakłada na Ukrainę ? Czyżby faszystowskie ścierwo ze swobody i prawego sektora różniło się czymś od faszystowskiego ścierwa z FPO ?
To jest właśnie ukraińska schizofrenia.
Ale dlaczego o tym piszę ? Piszę o tym dlatego, bo sądzę, że w nastawieniu do ukraińskiej schizofrenii coś się zaczyna zmieniać. Coraz częściej odzywają się głosy, że gówno, pachnie gównem, a nie fiołkami. Jeszcze polscy parapolitycy, próbują udawać, że jest odwrotnie, ale są już wyraźne wyłomy, choćby w SLD, które podejrzewałbym jako ostatnie o głos rozsądku.
Resortowe dzieci, też już cieniej śpiewają. Same jeszcze się boją pisać, co naprawdę myślą, ale przynajmniej powołują się i przytaczają polityków, którzy mówią „nie” dla Ukrainy.
To, o czym wcześniej napisałem, napawa mnie cieniem nadziei, na to, że europejscy i światowi politcy, zaczynają patrzeć na Ukrainę z dystansem. Polscy parapolitycy, oczywiście nie, bo się boją, np. co sobie pomyśli Aniela przecudnej urody. Ale Aniela też już coś z tymi sankcjami dla Rosji, jakoś tak ostatnio ostrożniej i rozsądniej...
Tak, czy tak...chyba coś drgnęło...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz